Nie daj się oszukać! Co 5. Polak skorzystałby z fałszywej oferty inwestycyjnej

Oszustwo na wnuczka, na policjanta, na pracownika ZUS czy na leczenie Clinta Eastwooda – choć wielu osobom wydaje się, że oni sami nie nabraliby się na tego typu przekręt, to jednak w praktyce okazuje się zgoła inaczej. Z Barometru Providenta przygotowanego we współpracy z Fundacją Rozwoju Rynku Finansowego wynika, że już co 5. Polak jest skłonny zainwestować w kryptowaluty 10 tys. złotych, jeśli ktoś obieca mu wysokie zyski. Nawet, jeśli oferta pochodzi z nieznajomego źródła. Co zaskakujące, najmniej ostrożne są osoby, które już raz padły ofiarą finansowego oszustwa.

Problem internetowych oszustw finansowych w ostatnim czasie mocno przybiera na sile. Oszuści wykorzystują fakt, że w związku z niskim oprocentowaniem lokat bankowych, Polacy szukają bardziej zyskownych sposobów pomnażania oszczędności. Ostatnio dość modnym przestępstwem jest tzw. fraud inwestycyjny. Na czym polega?

Oszuści publikują w sieci reklamy z wizerunkiem zwykłego Kowalskiego lub celebryty, który „poświadcza”, że dzięki inwestycji zarobił dużo pieniędzy. Reklamy są oczywiście nieprawdziwe, a wizerunki przedstawione na reklamach są wykorzystane bezprawnie. Osoba, która kliknie w reklamę przenosi się na portal, gdzie znajduje się już więcej informacji o inwestycji, a niekiedy także duży zegar odliczający czas do zakończenia niepowtarzalnej promocji. Organizatorzy zachęcają do założenia konta na specjalnej platformie do zakupu i sprzedaży kryptowalut. Klient po rejestracji konta i przelaniu odpowiedniej kwoty na poczet inwestycji jest następnie proszony o zainstalowanie specjalnej aplikacji na komputer lub telefon. Wszystko odbywa się pod pretekstem, że dzięki aplikacji pracownik firmy inwestycyjnej będzie mógł „pomagać” klientowi w zakupie i sprzedaży bitcoinów po najkorzystniejszej cenie. Gdy klient ulegnie i zainstaluje oprogramowanie, oszust otrzyma dostęp do urządzeń klienta i chociaż klient widzi, jakie operacje są dokonywane na jego koncie, to w zasadzie nie ma już nad tym żadnej kontroli. Środkami operuje tylko oszust. Ale to nie koniec.

Klient kuszony coraz większymi zyskami z czasem jest proszony o przelanie kolejnej sumy oszczędności, aż wreszcie jest namawiany do zaciągania kredytów i pożyczek z myślą o zainwestowaniu ich na platformie. Niestety po zaciągnięciu pożyczki, firma inwestycyjna znika. Klient zostaje bez oszczędności, a na dodatek z pożyczką na głowie.

Patrzymy na wysokie zyski, a nie na wiarygodność inwestycji

Słysząc historie poszkodowanych osób, większość z nas ignoruje problem i traktuje go tak, jakby nas nie dotyczył. Tymczasem z Barometru Providenta przeprowadzonego wspólnie z Fundacją Rozwoju Rynku Finansowego, wynika, że już co 5. Polak jest skłonny zaufać oszustowi, jeśli ten będzie nas kusił wysokimi zyskami. Ponad 1100 osób zostało zapytanych, czy gdyby otrzymali na maila propozycję zainwestowania 10 tys. zł w kryptowaluty od nieznanej firmy, ale oferującej wysokie zyski, to czy skorzystaliby z takiej oferty? Okazuje się, że choć 45 proc. respondentów nie skorzystałaby z tego rodzaju oferty, a kolejne 35 proc. badanych w ogóle odrzuca możliwość inwestowania w kryptowaluty, to 1/5 Polaków zaufałaby ofercie. Co 20. Polak zdecydowałby się na ofertę, gdyby oferowane zyski roczne z inwestycji wynosiły 20 proc. zainwestowanego kapitału, a już 1 na 5 osób skorzystałaby z oferty, gdyby obiecywano zysk na poziomie 5 tys. złotych rocznie lub więcej. Oszuści mogą zatem napisać cokolwiek w kontekście zysku z inwestycji, bo i tak co piąty Polak jest potencjalną ofiarą takich przestępców.

Dr Katarzyna Sekścińska z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizująca się w psychologii finansów tłumaczy, co skłania konsumentów do zaufania tego typu ofertom „Niezależnie od tego, jaki jest nasz status, bez trudu umiemy sobie wyobrazić, jak wyglądałoby nasze życie, gdyby do naszego salda na rachunku bankowym dopisać 2-3 zera. Zatem, gdy otrzymujemy taką propozycję, od razu wyobrażamy sobie, co zrobilibyśmy z zyskami. Budzą się w nas pozytywne emocje, a to sprawia, że oferta wydaje się bezpieczniejsza, lepsza, bardziej opłacalna. Jak dodaje ekspertka: Dodatkowym motywatorem do podjęcia decyzji o inwestowaniu jest ekskluzywność oferty, którą, jak często piszą oszuści, wysłano tylko do wybranej grupy osób. Czujemy się wtedy szczęściarzami, co wzmaga gotowość przyjęcia oferty.

Oszuści wykorzystują jeszcze jedną silną socjotechnikę – wskazują ograniczony czas dostępu do proponowanej oferty. „To wywołuje w nas obawę przed tym, że nie zdążymy z niej skorzystać, jeśli się nie pospieszymy. A jeśli nie zdążymy to nasze marzenia znów będą poza naszym zasięgiem. Więc podejmujemy decyzję w pośpiechu, a ten jest naszym wrogiem, bo sprawia, że stajemy się mało uważni i nie zauważamy wskazówek, że właśnie wpadamy w sidła oszusta” – komentuje Sekścińska.

Polak (nie) mądry po szkodzie

Co może być zaskakujące, z przeprowadzonego badania wynika, że Polacy nie uczą się na błędach. Osoby, które już raz padły ofiarą internetowego oszustwa finansowego są zdecydowanie bardziej skłonne zaufać ofercie inwestycyjnej z nieznanego źródła niż osoby, które takich przykrych doświadczeń za sobą nie mają. A im wyższe zyski, tym skłonność do ponownego ryzyka jest jeszcze większa.  

W przypadku osób, które do tej pory jeszcze nigdy nie dały się zwieść przestępcom tylko 2 proc. badanych byłoby skłonnych zainwestować w bitocoiny, jeśli ktoś obiecałby im zysk na poziomie 10 proc. rocznie (w tym przypadku 1 tys. zł), z kolei w przypadku osób, które same lub ktoś z ich bliskich doświadczył oszustwa na własnej skórze, ta skłonność jest już 5-krotnie wyższa. A gdyby nieznana firma oferowała zyski na poziomie 30 proc. rocznie, to 10-krotnie chętniej skorzystałyby z oferty osoby, które przyznają, że już kiedyś dali się nabrać oszustowi.

Jak nie dać się oszukać?

W dobie niskich stóp procentowych oszczędzanie w formie tradycyjnej – na lokatach i rachunkach oszczędnościowych – stało się mało atrakcyjne. Przez to klienci podejmują często pochopną decyzję o wypłacie wszystkich środków ulokowanych w banku, szukając innych możliwości inwestowania. Niestety dość często zapominają przy tym o ryzyku.

 „Pamiętajmy, że każda inwestycja wiąże się z ryzykiem utraty części lub całości przekazanych przez nas środków, dlatego nie podejmujmy pochopnych decyzji. Jeśli nie mamy pełnej wiedzy o danym produkcie inwestycyjnym, czym się charakteryzuje i jakie wiąże się z nim ryzyko, zasięgnijmy porady u specjalisty” – radzi Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Jak dodaje ekspertka: „Szczególnie uważajmy na oferty, w której ktoś obiecuje nam wysokie zyski w krótkim czasie. Nakłania do rejestracji w nieznanym systemie i żąda wpłacenia określonej kwoty bądź prosi o dostęp do naszego komputera lub telefonu. To może być oszustwo”.

LOKALIZACJA

  • Ul. Piękna 15/16,
    00-549 Warszawa

  • +48 22 55 99 496

  • kontakt@frrf.pl

KONTAKT DLA MEDIÓW

PROFILE SPOŁECZNOŚCIOWE

Przewiń do góry